Jak na wykładowcę przystało powinnam rozpocząć ten wpis od kategorycznego stwierdzenia, że obowiązkiem studenta jest chodzenie na wykłady. Inaczej przecież studia mogłyby być wirtualne, a nie stacjonarne – wykładowcy udostępnialiby swoje materiały studentom bez potrzeby przychodzenia na zajęcia, bo przecież nikt się na nich z własnej woli (czyli bez przymusu) nie pojawi.

Nie jestem jednak specjalnie przywiązana do wymagania obecności studentów, czy szerzej – słuchaczy – na swoich zajęciach (choć rzecz jasna jest mi miło, gdy są). Po pierwsze, uważam, że nic na siłę – jeżeli ktoś wierzy, że sam opanuje materiał, ma do tego prawo, a weryfikacją niech będzie egzamin końcowy. Po drugie, przez kilkanaście lat występowania w różnych miejscach nauczyłam się nie przejmować tym, że czasami liczba organizatorów na sali była większa niż liczba słuchaczy. Innymi słowy, na swoich zajęciach egzekwuję obecność na tyle, na ile muszę.

Dotychczas większość problemów z nieobowiązkowymi wykładami dotyczyła sytuacji, gdy jednym z komponentów oceny końcowej zajęć wykładowych była obecność. Komponent ten najczęściej kwestionowali studenci powołując się na art. 21.3 Regulaminu studiów:

Student jest obowiązany uczestniczyć we wszystkich zajęciach dydaktycznych przewidzianych w obowiązującym go planie studiów, z wyjątkiem wykładów. Obecność na wykładach nie może stanowić komponentu oceny z zajęć.

Kilka dni temu problem nieobowiązkowości wykładów pojawił się w zupełnie innym wymiarze. Do dziekanatu zgłosił się bowiem student, który potrzebował zaświadczenia o tym, że ma status studenta oraz, że w minionym semestrze uczęszczał na zajęcia objęte planem i programem studiów.

O ile zaświadczenia o statusie studenta wystawiamy od ręki, problem pojawił się z drugą częścią tego, co student potrzebował. Skąd mam bowiem ja – czy Asystentka toku – wiedzieć, czy student faktycznie na zajęcia uczęszczał? W przypadku innych form zajęć niż wykłady, mogę założyć, że student na zajęciach być musiał, ponieważ inaczej nie zostałby dopuszczony do egzaminu, zwłaszcza że (art. 21.4):

Nieobecność na zajęciach dydaktycznych innych niż wykład wymaga usprawiedliwienia u prowadzącego zajęcia. Prowadzący zajęcia może określić sposób i termin zaliczenia zajęć, na których student był nieobecny.

Obecność na wykładach nie jest egzekwowana, więc nie może być warunkiem dopuszczenia do sesji. Innymi słowy nawet jeżeli student zaliczył semestr, w tym zajęcia wykładowe, nie stanowi to dowodu, że na nie uczęszczał.

Mogę oczywiście gdybać, że student sam z siebie jest pilny i skoro chodził na ćwiczenia i lektoraty, to i z pewnością uczęszczał na wykłady, jednak nie mogę poświadczyć czegoś, czego nie jestem pewna. Zarazem student nie powinien ponosić kary za zapis w Regulaminie, który uniemożliwia nam wystawienie mu zaświadczenia, zwłaszcza że być może faktycznie był na każdym wykładzie. Z omawianej sytuacji znaleźliśmy w końcu wyjście (a nawet dwa różne!), choć kosztowało ono namysł dwóch prodziekanów i kilku asystentek toku. Niby od tego jesteśmy, ale czyż życie nie byłoby prostsze gdyby pierwsza część art. 21.3 Regulaminu miała bardziej uniwersalny charakter?

(Visited 940 times, 1 visits today)
The following two tabs change content below.
prof. nadzw. dr hab., prodziekan Studium Magisterskiego SGH, pracownik Katedry Studiów Politycznych, Kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH
  • Sławek Światosław Bledziewski

    Mam jedną drobną sugestię. Poleciłbym zmienić kolor czcionki w wyróżnionych fragmentach – cytatach na biały, bądź zmienić trochę kolor tła tych wyróżnionych fragmentów. Powinno to zwiększyć ich czytelność.

    Pozdrawiam.

    • Katarzyna Górak-Sosnowska

      hmmm… a ja się tak cieszyłam, że udało sie zrobić w tonacji fioletowej. Rozważymy 🙂