Dziś finałowy odcinek powieści w… hm, w odcinkach 🙂 Czyli informacja o tym, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami sali 57A/B.


Aaa, to już!!!

Wejście. Z uśmiechem (nie w wersji “na bezczela” i nie na “czarną rozpacz”). Z życzliwością, bo naprawdę komisja jest miła. Zresztą z wszelkich opowieści magistrantów, które czytałam, wynika, że i inni mają takie samo wrażenie, jak ja. Komisja jest po to, żeby Wam pomóc, a nawet jak pechowo trafi się w niej ktoś, kto będzie miał gorszy dzień – to często pozostali członkowie komisji interweniują, rozładowując atmosferę. Obrona to nie jest banalny egzamin, ale na pewno nie będziecie mieć przed sobą muru z Posępnego Ciała Naukowego. Jeśli okażecie im szacunek – zwłaszcza poprzez to, że przyjdziecie przygotowani – będziecie naprawdę miło wspominać to spotkanie.

Sala i stół. W sali egzaminacyjnej jest dość duży stół, przy którym siedzi komisja – wy siadacie przy tym samym stole z drugiej strony. Nie wiem, jak inne sale (pewnie w tych 105G itd. jest inaczej), ale u mnie egzaminator z ekonomii siedział trochę bokiem (przy krótszej krawędzi stołu), co w sumie było fajne, bo mógł zerkać na to, co rysuję na kartkach, nie musiałam niczego przekręcać bokiem, tylko tak jakby rysowałam i pisałam dla siebie, a egzaminator to widział. Na stole, oczywiście, dokumentacja komisji, stos laminowanych karteczek z pytaniami z ekonomii i pomoce naukowe (kartki do notatek itd).

Powitanie. W imieniu komisji wita Was przewodniczący. Przewodniczący to osoba, której rola sprowadza się przede wszystkim do “pełnienia honorów”. Oraz do moderowania dyskusji, zarządzania całym procesem obrony. Prosi o oddanie legitymacji, informuje o przebiegu obrony – łącznie z tym, że informuje o dotychczasowych ocenach – więc jeśli nie mieliście okazji się dowiedzieć, jaką ocenę recenzent postawił Wam z pracy, to przewodniczący Wam to zakomunikuje. Mają też wgląd do Waszej średniej ze studiów, więc – ale to już tylko mój domysł – jest spore prawdopodobieństwo żarliwych dyskusji za zamkniętymi drzwiami, jeśli przy zaproponowanych ocenach z obrony zabrakłoby Wam jednej setnej do lepszej oceny na dyplomie.

Pytania. W moim przypadku było tak, że promotor i recenzent napisali swoje pytania na protokole, który miała przewodnicząca, i przewodnicząca mi je po prostu odczytała. Mogłam na nie spojrzeć, żeby je sobie przepisać (jestem wzrokowcem, ale wystarczył mi odczyt). Wylosowałam też pytanie z ekonomii. Wzięłam pierwsze z brzegu (czyli ze środka tuż przede mną ;)), bo stwierdziłam, że nie ma się co nad tym modlić za długo. Ponieważ mój egzaminator był z Kolegium Analiz Ekonomicznych, to liczyłam po cichu na jakieś “cyferkowe” pytanie. I udało się – pytanie 18, funkcja produkcji. Od razu się ucieszyłam, że będę oto miała możliwość wyprowadzenia MRTS z różniczki zupełnej funkcji produkcji oraz wyliczenia współczynnika kierunkowego izokosztów. Jak dla mnie – bajka 🙂

Czas na przygotowanie. Po zapoznaniu się z pytaniami macie chwilę na ułożenie myśli i zrobienie notatek. Warto z tej chwili skorzystać, notując kluczowe punkty, słowa-hasła, szkicując wykres. Nikt Wam formalnie nie liczy czasu, ale nie warto tego przeciągać, gryzmoląc na kartce jakieś wypracowania do odczytu – żeby nie narazić się na komentarz “To jest egzamin ustny, a nie pisemny”. Uspokójcie oddech, ułóżcie sobie w głowie odpowiedź, naszkicujcie ją na kartce – i dajcie znak komisji, że jesteście gotowi.

Kolejność odpowiedzi. Nie jest narzucona – odpowiadacie w takiej kolejności, na jaką macie ochotę (i nie wypada nie mieć ochoty na żadną ;)).

“Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie.” To chyba najgorsze zdanie, jakie możecie powiedzieć. A zdarza się to, niestety, zwłaszcza przy pytaniach z ekonomii. W ekonomii wiele zagadnień jest powiązanych ze sobą, i jeśli ktoś tak zaczyna odpowiedź, to naprawdę musi oznaczać, że nie ma bladego pojęcia o tym obszarze i obszarach graniczących. A więc, pośrednio, że marnuje czas i promotora, i recenzenta, i przewodniczącego, i egzaminatora z ekonomii – bo wszyscy przyszli tu dla magistranta, i niestety będą musieli przyjść raz jeszcze. I trochę wstyd dla promotora, że ma takiego magistranta. Przypomnijcie więc sobie, co czytaliście, spróbujcie jakoś do tego podejść – macie być w końcu ekonomistami, więc – w krańcowej sytuacji, nawet na chłopski rozum – coś musicie na ten temat wiedzieć. Jeśli nawet nie spróbujecie, nie dacie żadnych szans komisji, aby Wam pomogła. Oczywiście bywa tak, że egzaminator stwierdza, że “pływacie” i nie umiecie – ale przynajmniej próbowaliście.

“5.0 z pracy, 5.0 z kierunku, 2.0 z ekonomii daje średnią 4.0.” Owszem, matematycznie tak. Ale nie daje niestety zaliczenia obrony. Aby egzamin był uznany za zdany, każda z trzech części powinna być zaliczona na ocenę pozytywną.

“Dziękujemy.” To sygnał, że formalna część obrony z Waszym udziałem się skończyła. Wychodzicie na moment na korytarz, odsapnąć po ciężkich przejściach, a tymczasem komisja naradza się, jakie Wam dać oceny. Każdy pytający ocenia odpowiedź na swoje pytanie i ma decydujący głos. Przewodniczący komisji jest, jak już pisałam, moderatorem, nie decyduje osobiście o wszystkim – ale na pewno zwróci uwagę na opisaną już przeze mnie sytuację, że magistrantowi brakuje tylko odrobinkę do lepszej oceny na dyplomie (i po to ten magiczny kalkulator, który leży przed komisją). Nie trwa to długo – minutka, kilka minut maksymalnie.

“Zapraszamy z powrotem.” To z kolei sygnał, żeby wejść do sali raz jeszcze. Przewodniczący komisji uroczyście (i wszyscy na stojąco, dobrze pamiętam?) dziękuje za obronę i przedstawia jej wyniki. Podsumowuje, podaje wszelkie średnie/finalne oceny itd. (lub możecie o to dopytać), mówi z czym się to wiąże – na przykład, że występuje niniejszym z formalnym wnioskiem o przyznanie magistrantowi dyplomu z wyróżnieniem. I podziękowania, pożegnanie, być może wręczenie rzeczonych drobiazgów – i KONIEC.


UDAŁO SIĘ!!! 😀

Ulga jest niesamowita, radość nie z tej ziemi – że można wreszcie rzucić te wszystkie książki w kąt i po prostu delektować się trzema literkami przed nazwiskiem! Mega uczucie – właśnie na ten moment czekałam, i zastanawiałam się, jak to będzie, zwłaszcza gdy resztkami sił próbowałam po raz n-ty zgłębić Mundella-Fleminga czy endo- i egzogeniczne modele wzrostu… To uczucie, gdy to wszystko spada z człowieka jak wielki kamień… bezcenne.


NIE UDAŁO SIĘ… 🙁

Czasem jednak ten kamień potrafi spaść na mały palec u nogi – przewodniczący komisji informuje, że niestety… Co wtedy zrobić…? Przysiąść się do nauki. Ale z porad praktycznych – jeśli czujecie, że nie nauczyliście się dobrze i potrzebujecie czasu, to polecam szybkie sklecenie podania o wyznaczenie terminu drugiej obrony nie wcześniej niż (…) uzasadnione potrzebą lepszego zapoznania się z materiałem obowiązującym do egzaminu dyplomowego. Drugi termin wyznaczany jest z reguły (nie znam zresztą innego przypadku) nie wcześniej niż miesiąc po pierwszym. Jednak może się Wam trafić ów miesiąc – pytanie, czy dacie sobie radę wszystko powtórzyć do tego czasu. Jeśli nie – proście o przesunięcie jak najszybciej, zanim zobaczycie w systemie drugi termin. Jeśli się zagapicie i termin poprawki zdąży się pojawić – Wasze szanse na zmianę terminu drastycznie zmaleją.

“Czy muszę płacić?” Drugi termin przysługuje każdemu, bez dodatkowych opłat. To jak każdy inny egzamin w sesji – “oblałem w czerwcu, mam 2.0 w papierach, przychodzę we wrześniu, piszę na 4.0 – mam średnią 3.0”. Tutaj jest dokładnie tak samo.

“Czyli teraz odpowiadam już tylko z ekonomii?” Nie. Jeśli w sesji dostaniecie jakąś dwóję, bo rozwiązaliście tylko zadanie z obligacji, a akcje i zarządzanie portfelem leżą – nikt Wam nie obieca, że na Wasze drugie podejście obowiązuje materiał już tylko z akcji i portfela. Drugi termin obrony wygląda dokładnie tak jak pierwszy. Pytanie z kierunku, pytanie z pracy, pytanie z ekonomii.

“A jak znowu nie zdam?” Jest niestety taka możliwość (więc nie warto liczyć na fuksa, że “to już poprawka, więc mnie jakoś przepchną”). A jeśli znów się Wam powinie noga – trzeba iść do Dziekana i ustalić dalszy plan gry. Jest spora szansa, że obejdzie się bez ponownego pisania nowej magisterki, ale  już musicie sami zadziałać w tym temacie.


…i to by było na tyle, jeśli chodzi o moje wspominki, podkręcone nieco przeróżnymi pytaniami, które dostaję od magistrantów (nie licząc tych merytorycznych, zwłaszcza o Coase’a, nie wiem czemu – ale to inna bajka).

Wszystkim członkom mojej Komisji, którzy tu dotarli i mnie namierzyli – serdecznie dziękuję za cudowną atmosferę, za życzliwość, uśmiech, profesjonalizm. Za cierpliwe wysłuchanie tego, co miałam do powiedzenia, i za bardzo ciekawą dyskusję: czasem zaczepną, czasem testującą – ale to fantastycznie, bo uwielbiam odbierać takie “piłki”, które zmuszają do myślenia. Przemiło wspominam ten dzień, zwłaszcza że od razu po powrocie do domu złapałam już spakowaną walizkę i pojechałam nad morze 🙂

A Wam – Magistrantom – życzę powodzenia, połamania długopisów lub stalówek i zdobycia upragnionego tytułu zawodowego. Trzymam kciuki 🙂

(Visited 3 724 times, 1 visits today)
The following two tabs change content below.
doktorantka w Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie SGH, lecz wciąż jeszcze także entuzjastka DSM 🙂