W samej swojej zasadzie przedłużenie sesji służy po to, aby student miał możliwość ponownego przystąpienia do zaliczenia egzaminu, w sytuacji gdy nie miał wcześniej takiej możliwości. Regulamin daje bowiem studentom dwa terminy w sesji. Podanie o przedłużenie sesji musi być odpowiednio umotywowane i udokumentowane, o czym zresztą wielokrotnie pisaliśmy, aby uzyskać decyzję pozytywną.

W zdecydowanej większości przypadków rola DSM kończy się z momentem przesłania do jednej lub obu zainteresowanych stron informacji na temat decyzji: do studenta – czy decyzja jest pozytywna, czy negatywna, oraz – jeżeli decyzja jest pozytywna – do odpowiednich wykładowców. Bywa jednak i tak, że mimo to zwracają się do nas zarówno studenci, jak i wykładowcy. Ci pierwsi skarżą się, że mimo przedłużonej sesji wykładowca nie chce ich dopuścić do egzaminu, natomiast ci drudzy pytają, jakim prawem student w ogóle uzyskał przedłużenie sesji.

Aby zrozumieć racje jednej i drugiej strony, należy sięgnąć do Regulaminu studiów, sylabusów i zdrowego rozsądku. Według Regulaminu (art. 21.3)

Student jest obowiązany uczestniczyć we wszystkich zajęciach dydaktycznych przewidzianych w obowiązującym go planie studiów, z wyjątkiem wykładów. Obecność na wykładach nie może stanowić komponent u oceny z zajęć.

Oznacza to zarówno tyle, że nikt nie powinien Państwa rozliczać z obecności na wykładach, jak również tyle, że inaczej wygląda to w przypadku innych zajęć. Aby dowiedzieć się, jak wyglądają zasady zaliczenia zajęć innych niż wykład, warto sięgnąć do ich sylabusa, albo pojawić się na pierwszych zajęciach. Może bowiem być i tak, że egzamin końcowy jest jedną z części składowych przedmiotu, do którego zaliczenia potrzebna jest prezentacja, praca w zespole, pozytywne oceny z kolokwiów, aktywność na forum internetowym, czy cokolwiek, co ustali prowadzący. Może być wreszcie i tak, że praca w całym semestrze stanowi większą część oceny końcowej, niż zaliczenie bądź egzamin wypadający w sesji.

Wracając do perspektywy studenta i wykładowcy na przedłużoną sesję w przypadku zajęć, w których egzamin stanowi np. 40% oceny, a 60% to różne formy aktywności w trakcie semestru: Student uważa, że otrzymał przedłużenie sesji, a zatem ma prawo do ponownego zaliczenia zajęć. Wykładowca twierdzi natomiast, że nie ma takiej możliwości ze względów fizycznych – nie znajdzie się nagle grupa chętnych do prezentacji, tak jej przygotowania jak i wysłuchania, do współuczestniczenia w dyskusjach, robienia ćwiczeń etc. A sam egzamin końcowy i tak nie rozwiąże problemu, bo nie da się zaliczyć przedmiotu przy zerowym udziale studenta w czasie zajęć, ponieważ to nie egzamin a całokształt przesądza o zaliczeniu przedmiotu.

Innymi słowy zaniedbań z całego semestru nie da się czasami nadgonić w ciągu jednego tygodnia i to nie dlatego, że student SGH nie potrafi, ale ze względu na brak możliwości cofnięcia czasu. Student uzyskuje formalnie prawo do czegoś, czego nie jest w stanie zrealizować – tak jak gdyby jeździec miał prawo wystartować w wyścigach, tyle że zapomniał w ciągu roku karmić swojego konia. Pozostaje zapoznać się z zasadami zaliczenia przedmiotu nie po końcu semestru, a na jego początku. Jeżeli nie po to, aby z niego faktycznie korzystać, chociażby po to, aby go zaliczyć.

(Visited 314 times, 1 visits today)
The following two tabs change content below.
prof. nadzw. dr hab., prodziekan Studium Magisterskiego SGH, pracownik Katedry Studiów Politycznych, Kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH